Wywiad Desperat

Kolejny band z naszego Dębickiego podwórka. Tym razem „Desperat” gości na swych stronach kapelę o sporym stażu, mowa tu o grającym już prawie 10 lat „Valinor”. W krzyżowy ogień pytań został wzięty Ernest, a przy zadawaniu pytań pocił się Diony… wiadomo jak to z metalami… a chciałbym zaznaczyć ze według Chińskiego horoskopu jestem… kotem :)

-Pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa dotyczy sqadu. Mieliście chyba niejakie problemy w tym temacie – jak to wygląda obecnie?

-Na pewno nie jesteśmy jedyną kapelą, która ma problemy personalne. Brak stałego składu powoduje, że próby są, jakie są albo ich nie ma w ogóle, a o koncertowaniu można tylko marzyć. Dzisiaj w Valinor grają trzy osoby, choć poczyniłem już starania o stworzenie stałego składu, który pozwoli nam się muzycznie rozwijać.

-Gracie już parę dobrych lat. Skąd bierzecie siłę by trwać nadal?

-Sam się nieraz zastanawiam skąd mam w sobie tyle samozaparcia, przecież istniejemy już prawie 10 lat, ledwo wydaliśmy dwie płyty, ogrom problemów nieraz zwalał mnie z nóg a mimo to co robimy z Valinor. Dzisiaj uważam, że Valinor jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, z takich przekonań i wiary, że stać nas na coś jeszcze czerpiemy siłę. Drugą sprawą jest to, że muzyka jest naszą pasją życiową, bez niej w życiu bym nie wziął gitary do ręki.

-Opowiedzcie jak wyglądały początki Waszej kapeli. Jak myślicie kiedy było łatwiej pogrywać młodym zespołom, wtedy czy obecnie (sprzęt, miejsca, próby itp.)

-Początek działalności datuje się na styczeń 1993r, kiedy to z inicjatywy Sławomira Ciszka i Andrzeja Turkawskiego zespół rozpoczął pierwsze próby. Każdy z nas był po prostu „zielony” muzycznie, było ciężko ze sprzętem, a już nie wspomnę o umiejętnościach, tego wszystkiego musieliśmy się nauczyć, co wymagało sporo czasu i cierpliwości. Dziś jestem jedyną osobą która jest od początku Valinor, Valinor bardzo ten okres czasu nauczył, a czy kiedyś było łatwiej czy trudniej młodym zespołom w porównaniu do sytuacji dzisiejszej, jedynie co mogę powiedzieć to że tak i zarazem nie. Zmieniło się bardzo wiele relacji takich jak: dostęp do sprzętu, ilość koncertów, wytwórni, mediów, patronatów Miejskich Ośrodków Kultury, stan obecny metalowej sceny muzycznej itd.

-Korzystaliście z pomocy Domu Kultury, jak układała się współpraca?

-Z Domem Kultury „Mors” byliśmy związani przez ostatnie 5 lat, sam ten czas mówi, że współpraca była udana. Stworzono nam warunki, o jakich niektóre zespoły mogły marzyć, sala prób, regularne próby tam powstały nasze dwa albumy i zaczął powstawać następny, pomoc finansowa, którą otrzymaliśmy od Pani Dyrektor Marty Szczyrek itd. Oczywiście były również problemy i rozbieżności zdań, ale mimo tego nigdy nie została zachwiana płynna współpraca z Domem Kultury „Mors”, który ostatnio przeżywa problemy organizacyjne, co było powodem naszego odejścia.

-W jakich „przybytkach” głosiliście jeszcze „prawdę”, gdzie pogrywało się najlepiej gdzie macie próby obecnie. Powiedzcie coś o koncertach, które wspominacie najmilej, które zaś mniej miło.

-Nie jesteśmy zespołem koncertowym z braku stabilnego składu, ale parę koncertów udało nam się zagrać. Były to między innymi Dni Dębicy, przeglądy, koncerty w Ośrodkach Kultury. Najbardziej wspominam koncert w „Morsach” w 1997 roku, to był po prostu wspaniały koncert Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a najgorzej koncert również W.O.Ś.P. w 2001 roku w Ropczycach. Takiego „gówna” organizacyjnego życiu nie widziałem i oglądać nikomu nie życzę nawet największemu wrogowi.

-Jak sami moglibyście określić rodzaj muzyki granej przez was i dlaczego właśnie taka muza?

-Zawsze byliśmy nastawieni na granie muzyki metalowej, i trudno mi sobie wyobrazić, że nagle Valinor gra muzę z innej beczki, chociaż mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że ciągle szukamy czegoś nowego, nie trzymamy się twardo jednego gatunku.

-Waszym zdaniem, jaka jest kondycja sceny „metalowej” w naszym kraju. Ja osobiście odnoszę wrażenie, że jest nieco gorzej niż parę lat temu.

- Tak, masz rację, na pewno jest gorzej niż parę lat temu. Widać to po ilości odwołanych koncertów, problemach z organizacją takich koncertów, że już nie wspomnę o różnych nagonkach medialnych, które miały miejsce w naszym kraju. Należy mieć tylko nadzieję, że sytuacja w naszym kraju ulegnie poprawie. Na zachodzie europy jest całkowicie inne podejście do metalowej sceny muzycznej, przykładem może być zdobywanie Złotych Płyt również przez zespoły metalowe i to nikogo tam nie dziwi.

-O, czym mówią teksty waszych kawałków i kto jest ich twórcą?

- Autorem tekstów na naszej pierwszej płycie „Remembrance” był Sławomir Żabicki, który odszedł niedługo po nagraniu tego albumu. Słowa, które uwiecznił na tym albumie powstały pod wpływem silnych przeżyć emocjonalnych mają na celu ukazanie pesymistycznych obrazów życia. Duży wpływ na to miała tragiczna śmierć ojca Sławomira, któremu zadedykował tę płytę. Natomiast do drugiej płyty słowa napisał i zaśpiewał Jakub Głąb, który w swoich tekstach porusza tematy ludzkiej egzystencji i Boga. Są to bardzo ciekawe teksty, które stwarzają możliwość własnej indywidualnej interpretacji. Rodzynkiem jest jedyny tekst mojego autorstwa, tytułowy utwór „It is night”, który zbytnio nie odbiega tematyką od tego co napisał Jakub.

-Jak została odebrana wasza pierwsza płyta „Remembrance”?

- Płyta „Remembrance” została pochlebnie przyjęta przez fanów oraz uzyskała dobre recenzje w czasopismach muzycznych – „Metal Hammer”, „Morbid Noizz”, „Trash’em All”. Warto również wspomnieć iż na składance w wersji kompaktowej „Blood to come” vol.8 ukazał się utwór „State of mind”.

- Mieliście chyba nieco problemów ostatnimi nagraniami. Opowiedzcie na czym to polegało.

- Były to problemy natury finansowej i zarazem personalnej. W pewnym okresie czasu zdawało się, że nagrania nigdy nie zostaną ukończone, totalna niemoc. I jeszcze na dodatek tego wszystkiego zaginęła nam taśma cyfrowa z nagranymi wokalami do trzech numerów. Dziś to jest przeszłość i nie chcę już wracać do tego tematu.

- Jednak z tego co mi wiadomo nagrania te nareszcie ujrzały światło dzienne. Jak został przyjęty ten materiał przez „metalową” brać?

- Materiał pojawił się w grudniu 2001 roku i jest zatytułowany jak wcześniej wspomniałem „It is night”. Muzyka zawarta na ostatniej produkcji Valinor zmierza w kierunku HEAVY-DEATH, choć to może być kwestia gustu i oceny słuchacza, a co do opini o albumie, to do tej pory nie spotkałem się jeszcze z negatywną opinią i mam nadzieję, że tak zostanie.

 - Co knuje wasza „band-a” na przyszłe dni-miesiące? Żeby było inaczej niż to w Desperacie zwykle bywa.. czego mam życzyć waszej kapeli na przyszłość… kolejnych 10-ciu lat…?

- Najbliższe plany to przede wszystkim reaktywacja składu, próby i nagrani nowego albumu, który planuje na drugą połowę roku 2002. Jestem upartym facetem, pokonałem wiele problemów, więc można realizacji tych planów spodziewać się po mnie i moich towarzyszach. Wielkie dzięki za życzenie kolejnych 10 lat, mam nadzieję, że będą to lata tłuste.

- Tradycyjnie coś na koniec… wszak ostatnie słowo należy do Was. Dzięki za wywiad.

-Skoro ostatnie słowo należy do nas, to będziemy się reklamować. Polecam wszystkim zainteresowanym płyty zespołu Valinor – „It is night”, sądzę, że zadowoli noa każdego najbardziej wybrednego „metala”. Proszę o korespondencję pod adres:

ERNEST GARSTKA
39-200 Dębica
Podkarpackie
Tel. (014) 670 24 88
Koszt płyty wynosi 20 zł. I w cenie jest liczony koszt przesyłki. Wielkie dzięki
Diony za wywiad.

Z Ernestem Garstką rozmawiał Diony