Wywiad Pure Metal

MoonFire: Jak to się dzieje, że tak dobry zespół, jakim jest, Valinor, gnije ponad 10 lat w podziemiu, wydając przez ten czas tylko dwa materiały? Czy zawsze musi tak być, że dobre polskie kapele będą klepać biedę nagrywając materiał, co parę lat?

Ernest: Bardzo dziękuje za określenie "dobry zespół" jest to opinia bardzo nobilitująca, ale wracając do pytania to odpowiem, że po części sami sobie jesteśmy winni, ponieważ zmarnowaliśmy parę lat temu szansę, która może się już nie powtórzyć, a mianowicie jest ona ściśle powiązana z nagraniem "It is night". Sesja nagraniowa była rozpoczęta w 1998 roku, a skończona była w 2001 i praktycznie już nie było składu zespołu Valinor. Oprócz problemów personalnych nałożyły się jeszcze problemy natury finansowej i było po sprawie.

MoonFire: Gdyby nie przypadek sprawił, że przeczytałem recenzję na portalu MetalSide, również należałbym do grona tych śmiałków, którym nie dane było poznać Waszej muzyki. Czy taka sytuacja nie frustruje? Wypruwacie sobie flaki, grając ambitną muzykę, a tylu jest jeszcze potencjalnych słuchaczy, którzy być może nigdy Was nie usłyszą?

Ernest: Ta sytuacja przynajmniej w moim odczuciu jest ściśle powiązana z brakiem grania koncertów, które są wspaniała formą medialną. Pocieszeniem jest to, że co jakiś czas pojawiają się osoby, które odkrywają Valinor i w różny sposób wyrażają swoje zainteresowanie naszą muzyką. Są to osoby zarówno z kraju, jak i z poza granic naszego państwa oraz kontynentu. Trochę muszę też w tym momencie zrugać Pana Mittlofa z Apocalypse Prod. za bardzo statyczną promocje naszej płyty które jest jej wydawcą.

MoonFire: A z jakiego najbardziej egzotycznego miejsca odzywali się fani? Czy coś w tych kontaktach Was jakoś zaskoczyło?

Ernest: Najbardziej chyba egzotycznym miejscem, z którego miałem odzew i do którego miałem okazje wysyłać płyty to chyba są kraje Ameryki Południowej jak na przykład Chile czy Peru. Również miałem okazje przekonać się o kontaktach z Tajlandii, Singapuru czy ostatnio z Korei Południowej. Bardzo cieszą takie kontakty, ale jest to również potwierdzenie prawdy mówiącej o tym, że świat stał się bardzo mały.

MoonFire: Nie pierwszy to raz, kiedy polska stajnia olewa swoje konie, cóż... Najpierw była kaseta "Remembrance", zawierająca dość przeciętny, aczkolwiek sympatyczny death/doom metal. Potem mieliście 4 lata przerwy, aby dokonać znaczącej metamorfozy Waszej muzyki. Jak przebiegała ta ewolucja?

Ernest: Trudno mi dzisiaj odpowiedzieć na te pytania w kwestii metamorfozy muzycznej, ale postaram się nie zawieść. Podstawowym warunkiem takiej zmiany na pewno była chęć granie bardziej melodyjniej i przestrzennej nie chcieliśmy się zamykać w ścisłych ramach danego gatunku. Poza tym sesja nagraniowa była rozłożona w czasie i wiele elementów można było przemyśleć i zagrać inaczej. Bardzo znaczącym elementem było jeszcze to, że materiał na " It is night" skomponowałem praktycznie w całości wraz z Rafałem Ruckim, (co dwie głowy to nie jedna.).

MoonFire: Muszę powiedzieć, że zostałem bardzo miło zaskoczony Waszą płytką "It Is Night". Z jednej strony dźwięki charakterystyczne dla szwedzkiej szkoły melodyjnego black/death metalu, wstawki heavy metalowe, folkowa melodyka. I ten tygiel jest jeszcze spójny!

Ernest: Pamiętam jak wiele osób mi mówiło, że takie pomieszanie gatunków nie wróży nic dobrego, że jest to oznaka zespołu bez charakteru. Dzisiaj mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że te osoby się myliły a dowodem są recenzje tej płyty, które przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Myślę, że bardzo ważnym elementem spójności płyty jest kolejność utworów, jest bardzo ważny element podczas ostatecznego zgrywania materiału.

MoonFire: Nie należy słuchać fałszywych proroków, he, he. Rezultat sesji w sanockim studiu "Manek" jest całkiem, całkiem. Jak widać, nie potrzeba modnych miejsc, aby muzyka dobrze brzmiała. Bo mnie podoba się brzmienie albumu, wszystko jest na swoim miejscu i chociaż gitary mogłyby brzmieć minimalnie ostrzej, i tak rezultat jest bardzo w porządku.   Jak się Wam nagrywało?

Ernest: Samo miejsce to znaczy studio w Sanoku i sam Sanok do dzisiaj wspominamy bardzo wspaniale spędziliśmy w Sanoku wiele pamiętnych chwil i korzystając z okazji pozdrawiam wszystkich czytelników z Sanoka. Natomiast w kwestii sesji nagraniowej to było różnie, gonił nas czas, co za tym idzie pieniądze, czasem sytuacje stawały się nerwowe. Dzisiaj wiele rzeczy zrobiłbym inaczej, ale cóż, człowiek uczy się na błędach. Nad rezultatem nagrań czuwał Arkadiusz "Malta" Malczewski, więc o ostateczny rezultat nagrań byliśmy spokojni.

MoonFire: Wokal Jakuba przywodzi mi na myśl chociażby Vintersorga, czy innych północnych śpiewaków z Nordlandu. Dodatkowo jest również bardzo różnorodny: śpiewa, krzyczy, growluje. Czy Jakub uczył się gdzieś śpiewać, czy to samorodny talent? Bo muszę powiedzieć, że poradził sobie z materiałem doskonale, a i nie ma się, czego wstydzić, bo śpiewa lepiej niż niejeden wokalista ze znanej kapeli.

Ernest: Niestety z ogromną przykrością muszę oświadczyć, że Jakub nie jest już wokalistą VALINOR, bynajmniej nie z winy pozostałych członków, ale z własnego wyboru. Wcale nie uważam, że dokonany przez niego wybór był dobry. Jestem wręcz zdania zupełnie przeciwnego, ale to jest tylko moje prywatne zdanie. Jakub ma bardzo duże możliwości wokalne i trudno mi się pogodzić z jego decyzją. Z drugiej strony nie można nikogo trzymać na siłę, skoro nie jest zainteresowany VALINOR. Jego zainteresowania skupiają się na założonej rodzinie oraz pracy zawodowej, więc trudno Jakuba winić o cokolwiek. Jakub za swoje wokale otrzymał bardzo dużo pochlebnych recenzji i bardzo szkoda, że najprawdopodobniej nie będzie miał już możliwości udowodnienia swojego talentu aczkolwiek już wiem, że nie warto mówić nigdy, bo zdarzają się przeróżne sytuacje w życiu. Brak wokalisty bardzo nam skomplikowało sprawę. Natomiast Jakubowi możemy tylko życzyć szczęścia na nowej drodze życiowej. Mam nadzieję, że przejdzie przez życie śpiewająco.

MoonFire: A macie już na oku nowego śpiewaka? Wydaje mi się, że wybór będzie trudny, bo będziecie musieli poszukać kogoś przynajmniej tak dobrego jak Jakub.

Ernest: Praktycznie sprawa jest jeszcze otwarta i wszystko może się zdarzyć, ale "na oku" jak to ująłeś mamy już następcę Jakuba i czas pokaże, co z tego wyniknie. Na pewno trudno będzie znaleźć taką osobę jak Jakub, mowa tu o warunkach wokalnych, jest to spora strata dla zespołu ale jak wcześniej powiedziałem nie można nikogo trzymać na siłę w zespole lub zmuszać do niego

MoonFire: No to mnie zastrzeliłeś. Szkoda, wielka szkoda, takiego talentu się nie marnuje... Wracając do albumu, mnie najbardziej do gustu przypadł utwór tytułowy oraz rozpoczynający album "God or god", i chociaż cała płyta jest równa, to właśnie te uważam za wizytówki stylu Valinor. Są z jednej strony mocne, energiczne, pełne czadu, a przy tym aż się roi w nich od pomysłów. A jakie są Twoi faworyci na tym albumie? Może pokrywają się z moimi.

Ernest: Muszę stwierdzić, że dla mnie zdecydowanym faworytem jest utwór "It is night". Jest w nim bardzo dużo elementów: chwytliwa melodia, szybkość, różnorodne wokale itd. Utwór bardzo nam się spodobał i dlatego jest utworem tytułowym, ale muszę przyznać, że nie był to łatwy wybór, bo jak sam zauważyłeś płyta jest "równa" i jest, z czego wybierać.

MoonFire: Porozmawiajmy jeszcze o płycie. Dwa utwory: "Chasing The Moral's Luxury" oraz następujący po nim "Falseness And Struggle" są trochę odmienne od reszty, bardziej death metalowe i bezpośrednie. Są to jakieś starsze kawałki?

Ernest: Nie, nie są to starsze kawałki od innych na płycie po prostu taki mają charakter bardziej death metalowy, od początku ich powstania miały mieć taki bezpośredni charakter, ale z dozą melodii. Uważam, że cel został osiągnięty i w pewnym sensie są zaskoczeniem dla słuchacza płyty "It is night".

MoonFire: Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, ale ja w paru recenzjach Waszej płyty zauważyłem błąd w tytułowaniu pierwszego kawałka, zamiast "God Or god", piszą "God Or You". Przecież w książeczce jest napisane jak wół...

Ernest: Tak zauważyłem takie błędy sadzę, że one zbytnio nie robią zbytnio negatywnej roboty oprócz lekkiej dezinformacji tytułów naszych utworów. Natomiast w pewnym katalogu skrócili nam, płyte o jeden kawałek poprzez połączenie dwóch tytułów w jeden utwór. Żeby tylko takie problemy były na świecie to byłoby super i żeby tylko takie problemy gnębiły Valinor to byłbym bardzo szczęśliwym człowiekiem.

MoonFire: Wiele polskich kapel wydaje swoje płyty w zachodnich wytwórniach, no efekty nierzadko są, jakie są, ale czy Wy próbowaliście słać materiał do jakichś zagranicznych stajni?.Warto by nawet teraz powalczyć, bo moim zdaniem ta muzyka nic a nic się nie zestarzała.

Ernest: Oczywiście, że wysyłane były płyty do zagranicznych wytwórni i nadal są wysyłane. Zawsze jest szansa, że ktoś lub komuś z danej wytwórni przypadnie do gustu nasza muzyka. Atutem tak jak wspomniałeś jest to, że muzyka dla słuchacza nic a nic się nie zestarzała, więc zawsze istnieje szansa na wydanie płyty za granicą. Dzisiaj konkurencja jest bardzo duża i dokonanie takiego czyny byłoby sporym sukcesem dla zespołu i czynnikiem mobilizującym do dalszej pracy, więc wysyłam ciągle płyty Valinor w bardzo różne miejsca naszego globu.

MoonFire: Ano są. A jaki był odzew na "It Is Night"? Czy zgłaszało się "Bravo Girl", "Pani Domu" i inne szatanistyczne fanziny? Poważnie, udzielaliście jakichś wywiadów, może ukazały się jakieś recenzje, były listy z misiami od wielbicielek?

Ernest: Recenzji i wywiadów było sporo zarówno w pismach drukowanych jak i serwisach internetowych zarówno w kraju jak i zagranicą natomiast nie było ani jednego listu od wielbicielek. Nie było również misiów, co jest dla mnie całkowitym zaskoczeniem, ponieważ spodziewałem się ich sporo a nawet przygotowałem osobną półkę na tego typu wyrazy wdzięczności i sympatii od fanów przede wszystkim płci pięknej.

MoonFire: Pewnie po tym wywiadzie parę misiów Wam się dostanie. Muszę powiedzieć, że mam sentyment do południa Polski, blisko Dębicy mieszka mój wuj, często bywałem w tych okolicach, jak i w Tarnowie, Krośnie czy Bieszczadach. Mam takie "pogańskie" pytanie, he, he. Czy te tereny jakoś Was inspirują? Fakt, że mieszkacie w małym miasteczku na Południu (podobnie jak Lux Occulta i Andrzej Stasiuk), ma wpływ na Waszą twórczość?

Ernest: Powiem Tobie szczerze, że jest coś w tym, osobiście ja również zauważyłem, że zespoły z południa Polski nieco różnią się ideologicznie i klimatycznie od tych z północy kraju. Muszę stwierdzić, że masz rację mówiąc o południowej melancholii i dystansie do świata. Jest to miejsce, w którym wielu ludzi znalazło wewnętrzny spokój, przytaczasz przykład Andrzeja Stasiuka, który urodził i wychował się w Warszawie i po wielu zakrętach w swoim życiu osiadł w Beskidzie Niskim gdzie żyje ze swoją rodziną i pracuje.

MoonFire: A czy Ty również czujesz się wewnętrznie spokojny mieszkając w tak malowniczej okolicy? Można by powiedzieć, że tam najbardziej czuć polskość, bez domieszek pruskich czy niemieckich, tak jak u nas na Północy.

Ernest: No cóż w naszym rejonie może nie ma domieszek pruskich czy niemieckich, ale są domieszki kultury zza naszej wschodniej granicy tak ze z tą polskością może być różnie i jest to zależne od historii danego miejsca. Nie da się ukryć, że potężnym atutem województwa podkarpackiego są jego walory przyrodnicze a zwłaszcza te na południu województwa. Jest to ogromny atut mieszkać w tak malowniczych rejonach a zwłaszcza dzisiaj, kiedy stres dopada nas na każdym kroku i czasy są naprawdę ciężkie. Obcowanie z natura ma nieraz naprawdę zbawienny wpływ na nasze samopoczucie.

MoonFire: Jaki jest Wasz stosunek do polskiej sceny, polskiego podziemia? Istnieje jeszcze coś takiego, jak zgrane podziemie, czy każdy skrobie sobie swój kawałek rzepy i ma w poważaniu innych?

Ernest: Trudno mi powiedzieć czy istnieje zgrane polskie podziemie a to z powodu zaniku życia koncertowego Valinor. Słyszałem przeróżne opinie, ale niestety coraz więcej ich słyszę negatywnych. Konkurencja między zespołami nieraz doprowadza ich członków do przeróżnych chamskich zachowań, taki jest dzisiejszy świat niektórzy chcą osiągnąć swoje "pięć minut" nawet metodą po trupach i w myśl zasady, "że cel uświęca środki", ale mam nadzieje, że nie jest tak wszędzie i zawsze.

MoonFire: No właśnie, wydaje mi się, że wśród młodych fanów muzyki metalowej zupełnie zanikło zainteresowanie undergroundem, zamiast kupować demówki, czytać flyery (pewnie nawet nie wiedzą, co to jest) i żyć sceną, oni wolą ściągnąć z sieci najnowszą Metallikę.

Ernest: To jest fakt, ale takie są teraz czasy, parę lat temu było bardzo modne wymienianie się zdobyczami z różnych scen, undergroundowych a dzisiaj załatwia to po prostu internet bez wychodzenia z domu. Następnym przykładem mogą być koncerty, które są nieraz w niektórych miejscach jak na lekarstwo a jak są to często bywa, że czynniki ekonomiczne biorą "górę". Co do "zinów" zwłaszcza tych drukowanych to uważam że jest zdecydowanie mniej niż parę lat temu ponieważ wiele z nich już korzysta z sieci a niektóre zwinęły żagle ze względów finansowych. Natomiast, "flyery", czyli krótko tłumacząc ulotki o imprezach kulturalnych lub innych wydarzeniach mają problem z przebiciem się poprzez cała masę ulotek, jakie zalewają nasze skrzynki pocztowe praktycznie każdego dnia, ale tylko naprawdę niektóre potrafią nas zainteresować.

MoonFire: Jak myślisz, dokąd doprowadzi ten konsumpcyjny model zainteresowania muzyką? Przecież wielu młodych fanów nie ma pojęcia o równie ważnych jak Metallica i Iron Maiden zespołach, a tylko mniej obecnych w mediach.

Ernest: No właśnie te polskie media i ich wielkie uczulenie na muzykę metalową, moje stwierdzenie kieruje do radia i telewizji, ale ze zdecydowanym wskazaniem na telewizje gdzie usłyszymy kolejną sensacje taką jak na przykład występ Gorgoroth 1 lutego w Krakowie, gdzie media podały na całą Polskę informacje o rytuałach i profanacjach, jakie miały rzekomo miejsce w krakowskim studio telewizyjnym na Krzemionkach. Krótko reasumując dowiedziałem się z telewizji, że Szatan był w Krakowie ( o wielkie nieba i przepastne czeluści piekieł). Co do młodych fanów to mogę tylko powiedzieć że świat nie zaczął się na Metallica i Iron Maiden i również na nich się nie skończy.

MoonFire: A co sądzisz o tzw. nu metalu? Bo ja doceniam dokonania Deftones czy System Of A Down, szczególnie ci drudzy są naprawdę świetni, ale z drugiej strony takich popiarzy jak Limp Bizkit czy Linkin Park metalem nijak nazwać nie można.

Ernest: Przyznam się szczerze, że odkąd powstał ten nurt w muzyce to nie był on dla przekonujący i do tej pory się do niego nie przekonałem. Nie jestem fanem tych zespołów ani nie przepadam za tym stylem, co wcale nie oznacza, że nie jest mi znany. Z zespołów, które wymieniłeś cenie sobie najbardziej System Of A Down a to względu na niesamowitą energie, jaka drzemie w tym zespole i co zresztą słychać w ich utworach.

MoonFire: Mam nadzieję, że na południu tego nie ma. Ciekaw jestem, co członkowie Valinor robią, na co dzień, uczą się pracują?
Ernest: Przede wszystkim pracujemy zawodowo, bo bez tego trudno sobie wyobrazić dzisiejszy byt, a zwłaszcza w czasach, kiedy bardzo trudno jest o pracę. Co niektórzy się jeszcze uczą, a niektórzy już zakończyli edukację i tak życie leci do przodu. W miarę czasu staramy się spotykać na próbach oraz zajmować się swoimi zainteresowaniami.

MoonFire: Czyli pewnie muzyką. Czego słuchają, Valinorowcy? Nie sądzę, że grając tak zróżnicowaną muzykę mogliby słuchać tylko jednego gatunku.

Ernest: Masz rację słuchamy wielu gatunków muzyki, ponieważ jest tyle wspaniałych płyt począwszy od rocka po death metal, tyle wspaniałych dźwięków, bo ta muzyka w swoim całokształcie jest wspaniała. Taka jest jest moja opinia i sądzę, że reszta zespołu Valinor również się ze mną zgadza.

MoonFire: A jeśli chodzi o Ciebie, to, jakie są Twoje muzyczne fascynacje?

Ernest: Słucham bardzo wielu zespołów oczywiście mam swoich faworytów, ale staram się nie zamykać w wąskim gronie lub szufladkować się, bo przecież jest cała masa wspaniałych płyt zarówno zespołów znanych, docenionych i jak i również tych mniej znanych szerszej publiczności grunt żeby była to dobra muzyka taka, która zostaje w "bani"i ma swój przekaz. Słuchając "It Is Night" wiele osób słyszy różne inspiracje dzisiaj nie jestem w stanie i nie widzę potrzeby wymieniania tych inspiracji z drugiej strony to już chyba prawie wszystko było zagrane w muzyce, więc trudno dzisiaj kogoś zaskoczyć.

MoonFire: Pomęczę Cię jeszcze o muzykę. Twoim zdaniem najlepsze płyty roku 2004 to... Bo ja się przyznam, że sporo u mnie namieszał powrót wielkich thrasherów: Exodusa i Death Angel, ponadto świetny album wydali My Dying Bride, no i ukazało się trochę power metalowych killerów jak np. Distant Thunder - nowy zespół Jamesa Rivery (ex-Helstar, Destiny's End, Seven Witches).

Ernest: Spokojnie, spokojnie drogi przyjacielu nie chwali się dnia przed zachodem słońca rok 2004 jeszcze się nie skończył i jeszcze przed nami sporo premier, na które ja osobiście bardzo czekam a mam tu na myśli nowe płyty Cradle Of Filth, Children Of Bodom, Rhapsody, Amon Amarth, Sonata Arctica. Z rankingiem płyt roku 2004 poczekajmy jeszcze chwile, bo ja zawsze liczę na nieoczekiwane i niespodziewane wydawnictwo, czyli na taką niespodziankę muzyczną. Na pewno rok 2004 będzie również rokiem powrotów rzecz dotyczy Exodus, czy Death Angel. Mam nadzieje, że będą to trwałe powroty a nie takie jak powrót Nocturnus, o którym znowu jest bardzo cicho. Jeśli chodzi o Distant Thunder to trudno mi się wypowiedzieć szerzej, ponieważ słuchałem tylko utworów, które znajdują się na stronie Distant Thunder ale z gatunku power metal bardzo mi się spodobał zespół Dyecrest-"Way Of The Pain" który gorąco polecam.

MoonFire: Podobno już dłubiecie coś przy nowym materiale. Zdradź, Ernest conieco i uchyl rąbka tajemnicy, aby zainteresowani mogli sobie już zęby ostrzyć na myśl o nowej płycie Valinor.

Ernest: W obecnym czasie praktycznie dysponujemy nowym materiałem, który bardzo chcemy zarejestrować. Oczywiście chcieć a móc to dwie różne sprawy i ta kwestia jest zależna od kwestii finansowej, bo jest ona bardzo ważna i nie chcę powtórki z rozrywki, jaka miała miejsce przy nagrywaniu "It is night". To naprawdę tyle, co mogę powiedzieć o planach związanych z nowym materiałem.

MoonFire: A może coś się zmieniło od czasów ostatniego naszego wywiadu?

Ernest: Jedyne, co się zmieniło od ostatniego wywiadu to przybyło mi na kalendarzu, i wypadło pare włosów, a tak na serio to ruszyły w końcu prace nad internetową stroną Valinor, która niedługo powinna ukazać się w sieci.

MoonFire: Brzmi to enigmatyczie, ale poczekamy, zobaczymy. To mój pierwszy wywiad, a ja znów taki młody nie jestem, więc mam cichą nadzieję, że na dopuszczający sobie poradziłem. Mam nadzieję, że pytania były na poziomie, a jeśli nie, proszę mi zmyć głowę, a ja obiecuję poprawę. Proszę, więc tradycyjnie o parę słów na koniec dla drogich internautów zapuszczających się w metalowe korytarze "Millennium Metal".

Ernest: Gratuluje pierwszego wywiadu wszystko jest na piątkę z plusem, i bardzo Tobie dziękuje, że pierwszy swój debiutancki wywiad przeprowadziłeś z zespołem Valinor. Życzę Tobie sukcesów w redagowaniu "Millennium Metal"i przede wszystkim zadowolenia z wykonywanej pracy, ponieważ jest to bardzo ważny element w naszym życiu. Gorąco pozdrawiam również drogich internautów zapuszczających się w metalowe korytarze "Millennium Metal". Dziękuje również tym wszystkim, którzy wyrazili zainteresowanie muzyką Valinor. Na koniec naszej pogawędki składam podziękowania za pomoc udzieloną dla VALINOR, a mowa tu o: Marcie Szczyrek i M.O.K., Janowi Maślance - Hermal Dębica i anonimowej dla szerszych mas pewnej wspaniałej Pani, której pomoc i naszą wdzięczność trudno wyrazić w słowach. Dziękuje Michale za wywiad i do następnego razu.

MoonFire: A ja dziękuję za komplementa i ten wywiad; życząc wszystkiego najlepszego kapeli czekam na nowy materiał. Mam nadzieję, że będzie on kolejnym zwycięstwem ducha nad mamoną, i że ujrzy światło dzienne, aby cieszyć nasze narządy słuchowe.