HEAVY MUSIC PL

Black metalowe tchnienie w delirycznej oprawie budujące mroczy letarg w naszej duszy- myślę, że taka zapowiedź płyty "Remembrance" dębickiego zespołu Valinor powinna zachęcić do przesłuchania krążka.
A opowieść o życiu, nicości i ludzkich skrajnościach zaczyna utwór "Sunrise". No i zaczyna się całkiem spokojnie. Riffy, przejścia dają od początku "popalić" słuchaczowi, a pierwsze słowa "Somewhere above the hell" przebijają schemat. Wokal odpowiada założeniom gatunku: black metal z elementami death. Szorstki, przeszywający, chrypa, ryk...cóż więcej chcieć. Nade wszystko "piłują" gitary, pokusiłabym się o stwierdzenie,że utwór nawiązuje do koncepcji Vadera- zarówno w sferze muzycznej jak i wokalnej. Ale co ciekawe, pod koniec słychać cos w rodzaju chórku lub lepiej to ujmę- głosów z zaświatów, co dodaje nieopisanego napięcia. Kolejny utwór "State of mind" początkiem a efekt z "Gwiezdnych wojen". Ale długo w błędzie nie zostajemy. Wokalista dosadnie tłumaczy zło świata, pustkę i osamotnienie człowieka. I właśnie dzięki jego głosowi nasze podniecenie wzrasta. Rewelacyjne solówki, talerze, które nie milczą, bębny, których nikt nie jest w stanie ujarzmić. To efekt dopracowania, nie ma mowy o fałszu, dźwięku, który nie znalazłby swojego miejsca. I przyspieszamy, zwrotka "wykrzyczana" w zawrotnym tempie daje prawdziwego "kopa", ale  za chwile znowu zwalnia. Ta przewrotność po prostu podkreśla kunszt. "Remembrance" to utwór ciekawy i pochłaniający. Wiatr, szum, pioruny, burza i gitara akustyczna-odważne połączenie. To pewnego rodzaju ballada- jeśli można to tak nazwać. Ale zespół nie byłby sobą,, gdyby chociaż troszkę nie dolał oliwy, rozniecając większy ogień. Po 2 minucie burza uspokaja się i zostaje "rozdarta" przez wokalistę. I wtedy on pyta o historię, której nikt nie zapomni, bo została wyryta w pamięci. "Close your eyes"- i wszystko powraca, nie ma ucieczki. Elektryczne wiosło "podjudza" tylko, chce przeciwstawić się złu, toczy pojedynek. I ten przejmujący głos...Do kolejnego utworu należy dodać wytłumaczenie tytułu. "Dies irae" to dzień gniewu, w domyśle Bożego, który spadnie na człowieka w Dniu Sądu Ostatecznego. Przed przesłuchaniem tego utwory warto byłoby zapoznać się z hymnem Kasprowicza. Valinor pokazuje jakże dokładną, katastroficzną wizję zagłady ludzkości, podobną do tej w utworze młodopolskiego poety. Zginął wszyscy, krwią napełnią się morza i rzeki, a Bóg pozostanie bierny wobec cierpienia ludzkości. Ogromna ekspresja przebija przez cały utwór. Szczególną uwagę zwracają bębny, niby trąby zwiastujące nadejście końca. Typowy klimat dla tego tematu. Następują po sobie spowolnienie i przyspieszenia akcji. Ostre, jadowite gitary czynią swoją powinność dodając dramaturgii sytuacji. Co chwilę słychać głos uciśnionego człowieka wołającego: "Nie!".
Przedostatni kawałek "The children of scorn" to opowieść właśnie o tytułowych dzieciach. Rozpoczyna go jękliwa gitara i dźwięk chineli. Powoli staje się ostrzej, mocniej, szybciej. Wokalista rozpędza się z tekstem. Można tutaj odnaleźć podobieństwa do Testamentu. Naciska na melodię, chrypliwy ryk, którego nic nie powstrzymuje, mocne szarpanie strun i końcowe wyciszenie.
Ostatni utwór nosi tytuł "Gorycz". Kolejne hasła o życiu, smutku, po prostu "Vanitas vanitatum et omniar vanitas". Co ciekawe, słychać klawisze, spokojne, spowite letargiem. Ale po raz kolejny gitara "miażdży" schematy. Nastaje moment grozy, uczucie odosobnienia potęgowane przez kolejne instrumenty. A wokal czyni to co zwykle-przeraża, a zarazem przekazuje prawdę. Różne wstawki urozmaicają utwór, dodając mu tego smaczku. Końcówka to już totalne szaleństwo, zarówno w warstwie tekstowej- rozgoryczenie, ból, jak i melodyjnej- solówki, szarpanie, mocne uderzenia, by "Zakończyć mękę na Ziemi".     
W  ten sposób przebrnęliśmy przez niestety krótką(bo 6-cio utworową) płytę zespołu Valinor. Fani back metalu powinni znaleźć tutaj cos dla siebie, zanurzyć się w poświatę mroku i odkryć prawdziwe "ja" dębickiego składu.