KONTRAST E-ZINE # 1
Gdy dawno temu zapoznawałem się szerzej z dębicką muzyką, w moje ręce wpadła dość imponująco wydana płyta metalowego zespołu Valinor - „It is Night”. Moja reakcja na zawartość była dla mnie samego wielkim zaskoczeniem. Byłem w wielkim szoku, że tak rewelacyjna muzyka powstała w moim mieście a do tego mija w zapomnienie praktycznie bez jakiegokolwiek echa. Dlaczego? Bo niestety wielu ludzi (ekhm tzw. fanów ciężkiej muzyki) nie kojarzyło wtedy i nadal nie kojarzy tego zespołu, nie mówiąc już o znajomości opisywanego tytułu… A szkoda. Bo właśnie o takich kapelach powinno być naprawdę głośno!
Jak tylko usłyszałem intro w pierwszym kawałku, wiedziałem że będzie naprawdę ciekawie. „…God or God?” rozpoczyna się bardzo mistycznie. Pierwszoplanowe klawisze przeplatają się tutaj z różnego rodzaju efektami chóralnymi, które wprowadzają w klimat płyty. Forma jest tu jak najbardziej typowa jak na ten gatunek muzyki. Natychmiast po wprowadzeniu zaczyna się już prawdziwie metalowe granie. Czuć wielkie zaangażowanie wszystkich muzyków. Ich rozbudowana i przemyślana technika jest świadectwem ciężkiej pracy na próbach jak i indywidualnie. Różnorodne wokale uzupełniają się za każdym razem, gdy gitarzyści zmieniają ciężkie riffy na speed metalowe piórkowanie a perkusja dokłada gęsty beat bazowany na podwójnym uderzeniu „stopy”. Kolejne utwory nie schodzą z wysokiego poziomu. „In the Mist… part I” zawiera w sobie kolejną mieszankę czystych wokali i black metalowego scream’u, oraz masę muzyki inspirowanej skandynawską muzyką ciężką. Coraz to kolejne sekundy ujawniają wielką różnorodność tej płyty. Pojawiają się bowiem również wolniejsze kawałki takie jak „The Word and the Dream” zawierający gitary nagrane bez jakichkolwiek efektów, czy też ostatni „Your Love” z rewelacyjnie głęboko brzmiącym basem i gitarą akustyczną. Całość materiału (mimo opisywanej różnorodności) jest bardzo spójna w swoim klimacie. Potwierdza to również kontynuacja „In the Mist I” wyrażona w utworach o kolejnej numeracji II i III. Wszystkie te utwory śmiało mogły by być połączone w jeden wielki pasaż dźwiękowy, połączony progresywnymi elektronicznymi przejściami. W rzeczywistości zespół rozdzielił je „The World and the Dream” i tytułowy „It is Night”, który jest chyba najprostszym numerem na krążku. We wszystkich kompozycjach drażni mnie tylko początek „Falseness and Struggle”, który łudząco przypomina „For Whom the Bells Tolls” znanej wszystkim formacji Metallica. Natomiast prawdziwą perełką aranżacyjno-brzmieniową jest „Chasing the Mortal’s Luxury”. Trudno zresztą nie być zadowolonym z jakości zarejestrowanej muzyki, skoro masteryzował ją sam Arkadiusz „Malta” Malczewski – producent znany ze współpracy m.in. z Behemoth (!).
„It is Night” to rewelacyjna płyta, która przy dobrych wiatrach (czytaj promocji) i nieco staranniejszym wydaniu mogła zaistnieć nie tylko w Polsce ale i w innych zakątkach Europy. Osobiście nie traktuję jej tylko jako twór jakiejś kapeli z mojego miasta. Bez zastanowienia stawiam ją na półce obok takiej światowej czołówki ciężkiego grania jak Children Of Bodom czy In Flames. Jednoczenie życzę sobie żeby sam zespół wrócił do takiej formy, jaką prezentował okresie nagrywania tego albumu…
Autor: Yogi