MERLIN.PL

Dębicka nawałnica

Muzyka metalowa spod znaku black i death w Polsce nadal przeznaczona jest dla wąskiego kręgu odbiorców, a i kapele z metalowego podziemia muszą pokonać bardzo długą i żmudną drogę, by móc na jej końcu zaczerpnąć wreszcie świeżego powietrza. Ludzie tworzący taką muzykę to pasjonaci kochający swe hobby i nierzadko dokładający do niego z własnej kieszeni, bo sponsorów jak na lekarstwo. Dębicki Valinor pokazał, podobnie jak wiele innych grup z podziemia, że i bez olbrzymiej machiny promocyjnej, a z własnych jedynie środków finansowych można nagrać coś, co bez wstydu mogłoby leżeć na półce obok wysoko budżetowych projektów zasłużonych, zagranicznych nawet kapeli. Ba, Valinor pomysłowością kompozycji prezentowanych na "It Is Night" momentami zostawia w tyle wszystkich tych napuszonych twórców myślących, że ich bytność na scenie muzycznej będzie wieczna. Cała ta muzyczna podróż po świecie z "It Is Night", w której wyraźnie dosłyszeć można się inspiracji black, death i heavy metalem rozpoczyna się od utworu "...God or god?", który zmienny jest niczym kobieta. Chóralne śpiewy przeplatają się tu z melodyjnymi gitarami i gnają przed siebie aż do końca utworu. Podobnie jest z pierwszą częścią krążkowej trylogii "In The Mist...", której wszystkie odsłony przynoszą wbijającą się w psychikę folkową melodyjność. Utwór trzeci to zdecydowanie najlepsza kompozycja. Zadziwiającym jest, że zespół z metalowego undegroundu tworzy tak przejmujący, pozbawiony jakiejkolwiek schematów utwór podchodzący nieco pod dokonania progresywnych zespołów lat 70 (należy zaznaczyć, że jest on oczywiście w wydaniu metalowym). "The World and the Dream" to pewniak, który zapewne podbiłby serca zagranicznych słuchaczy metalowego grania... Zaraz po nim kolejny krążkowy killer, tytułowy "It Is Night" ze wspaniałym, przejmującym, przepełnionym uczuciami wokalem i nadającymi z lekka bajkowej melodyki klawiszami. Po burzy, jaką serwuje przez większą część płyty Valinor, przychodzi chwila niedosytu, a mianowicie dwa przeciętne utwory w postaci "Chasing the moral's luxury" i "Falseness and struggle" oraz genialnie zaczynającym się "Your Love", który niestety w późniejszej części traci na animuszu i okazuje się być kolejnym przeciętniakiem zwieńczonym piękną gitarowo-klawiszową cichnącą z wolna końcówką. Wichura rozpoczynająca "It Is Night" zmienia się w dźwięk spokojnych fal morskich uderzających leniwie o brzeg lądu. Projekt Valinoru pełen jest nagłych zmian tępa, gitarowej melodyjności z pod znaku Iron Maiden; podniosłych wokalnych igraszek przeplatających się z death'owym "skerzekiem" i chóralnymi śpiewami dodającymi albumowi podskórnego monumentalizmu. Wszystko to w ostrej i szybkiej stylistyce ogólnie przyjętego metalu spod ciemnego koloru. Prawdą jest również, że muzyka serwowana przez Dębicką kapelę, to nieokiełznana, pozbawiona schematów jazda bez trzymanki, a wszystko to bez odrobiony nudy, gdyż kompozycje z płyty to nie bliźniaki, lecz osobne, różniące się złożone organizmy, których poznawanie przychodzi z ogromną radością. Przy okazji "It Is Night" nie można mówić oczywiście o ponadczasowym fenomenie, ale o rewelacyjnym - nie w polskich, lecz światowych realiach - krążku. Dumnym może być Valinor, że w jego liczącej już dwa oficjalne albumy dyskografii znalazł się tak świetny materiał, który miejmy nadzieję szybko doceniony zostanie przez szersze grono słuchaczy. Gorąco polecam nie tylko fanom metalu.

Grzegorz Bryk  2006-10-15
Nota: 4/5