Turbosperminator Zine # 5
Nie za świeży to stuff, ale skoro Ernest i spółka wciąż go rozsyłają do recenzji, to i ja nie będę gorszy. Już kiedyś miałem małe spotkanie z tym zespołem, a to za sprawą kasetowego splitu z DIRA MORTIS. Muza, jaką tam zamieścili niespecjalnie trafiała w moje gusta, i tym razem będzie nie inaczej. Właściwie ciężko jednoznacznie określić styl VALINOR, bo mamy tu i black, i death (tego chyba najmniej), i heavy, a nawet trochę folkowych naleciałości. Całość rozłożona we właściwych proporcjach, poszczególne elementy (takie jak np. klawiszowe pasaże, skrzeki wymieszane z czystymi wokalizami, solówki itp.) nie gryzą się ze sobą, ale nieźle współgrają. Muzyka jest dość epicka, majestatyczna, zagrana na wysokim poziomie, ale to niestety zupełnie nie moja bajka. Za dużo melodii (oczywiście mówię o moich osobistych preferencjach, bo na "It Is Night" pasuje ona jak ulał), za dużo podniosłego, patetycznego nastroju, "śpiewania" normalnym głosem. Po prostu nie bawi mnie takie granie. Nie chciałbym skrzywdzić zespołu swoją opinią, bo na swoim polu są na pewno dobrzy, tylko, że przysłali płytę do niewłaściwego magazynu.
(Marcin)