Kącik Muzyczny

Tym razem chciałbym przybliżyć pewnej grupie czytelników (w ramach "sylwetek polskich zespołów z piwnicy") dębicką formację VALINOR, która pomimo faktu iż w tym roku stuknęło im już dziewięć lat muzycznej działalności, nadal nie osiągnęli tego o czym marzy chyba każdy zespół. Do dziś żadne z ich dokonań nie ujrzało światła dziennego w pełnym tego słowa znaczeniu. A szkoda, bo polscy wydawcy chyba nie zdają sobie do końca sprawy, że to kawał dobrego zespołu... Jeszcze trochę, a będzie o nich głośno. Zapraszam do lektury.

Zespół VALINOR powstał w Dębicy z inicjatywy Sławomira Ciszka, Ernesta Garstki (gitara)oraz Andrzeja Trzaskusia (perkusja). Pierwsze próby miały miejsce już w styczniu 1993. Niestety, początkowy skład z racji rozbieżności poglądów muzycznych i nie zrozumienia w zespole, następuje zmiana wokalisty, którym zostaje Sławomir Żabicki. Niedługo potem do zespołu dołączają bracia Piotr (druga gitara) i Rafał (bas) Ruccy. Zespół gra w garażu i na koncertach w tym składzie przez kilka kolejnych lat. To również okres doskonalenia muzycznego warsztatu i ogrywania materiału, który został ostatecznie zarejestrowany w lipcu 1997 w sanockim studio "Manek". Album nosi tytuł "Remembrance" i stanowi dawkę sześciu kawałków spod znaku melodyjnego Death/Black metalu. Płyta została dobrze przyjęta przez polskie podziemie, a także otrzymała pochlebne recenzje w czasopismach pokroju "Metal Hammer" czy "Trash'em All". Jeden utwór trafia na ósmą część składanki "Blood To Come". Rok 1998 to rozpoczęcie prac nad kolejnym wydawnictwem, które zostało ukończone dopiero pod koniec roku 2001. Jak mówi sam Ernest w wywiadzie dla internetowego serwisu Metal Inferno - " Nie skończyliśmy nagrań w ustalonym terminie, więc została nam praca na raty. Później nastąpiły komplikacje techniczne, personalne i finansowe co doprowadziło do tak długich obciążeń czasowych że niektórzy myśleli że VALINOR zakończył swój byt. Album "It Is Night" narodził się naprawdę w ciężkich bólach". To mówi wszystko. Jednak opłaciło się, ponieważ nowy (dopiero drugi!!) album piątki chłopaków z Dębicy rzuca na kolana. Do nagrań, które wykonano ponownie w Sanoku, zaproszono kilku muzyków sesyjnych, którzy bardzo przyczynili się do ostatecznego wyglądu krążka. Muzyka zawarta na krążku to kawał bardzo melodyjnego metalu z elementami niemal każdego jego gatunku. Sytuacja ta najlepiej podejście polskich wydawców do sprawy. Na dzień dzisiejszy (16.06.02) nikt specjalnie nie kwapi się, aby wydać podany niemal na tacy świetny materiał... Szkoda, bo przez to przyszłość VALINOR jest niepewna... Puki co, chłopaki ostro się zabrali do pracy nad nowym albumem, którego komponowanie zostało już z grubsza ukończone. Daty premiery jeszcze nie określono - "żeby doszło do samej sesji musimy spełnić wiele warunków dotyczących składu, ogrania "repertuaru", dogodnego czasu i co najważniejsze spełnienia warunków finansowych". Życzę im wszystkiego najlepszego.

Recenzja płyty "It is night" zespołu Valinor

Utwory:
1. ...God or god?; 2. In the mist... part I; 3. The world and the dream; 4. It is night; 5. In the mist... part II; 6. In the mist... part III; 7. Chasing the moral's luxury; 8. Falseness and struggle; 9.Your love

Wykonawcy:
Ernest Garstka - gitary; Piotr Rucki - gitary; Rafał Rucki - bas; Jakub Głąb - wokal; Andrzej Trzaskuś - gary + masa gości

Rok produkcji: 2001

Zespół VALINOR pochodzi z Dębicy i jest jak dotąd (co bardzo mnie dziwi) "mało znaną twarzą" rodzimej sceny muzycznej. Narodziny kapeli datuje się na początki 1993. Chłopcy z Valinor jak widać nowicjuszami nie są co wyraźnie słychać na zamieszczonym na krążku materiale.Napiszę wprost. Tak piekielnie dobrze nagranego, brzmiącego i wydanego krążka w polskim podziemiu dawno nie słyszałem!! Poziom jaki prezentuje sobą zespół wyprzedza o lata świetlne niejedno oficjalne wydawnictwo naszego rynku, zarówno pod względem kompozycyjnym, jak i produkcyjnym. Warto dodać, że oprócz stałych członków zespołu w nagraniu płyty miało swój udział także kilku muzyków gościnnych, którzy wzbogacili aranżacje i brzmienie kompozycji o partie chóru, klawiszy, a nawet fletu. Chłopcy z kapeli pojęli umiejętność prawidłowego posługiwania się swoimi instrumentami, grają na bardzo wysokim poziomie. Bardzo zróżnicowany wokal Kuby, na który składają się czyste (czasami niemal chóralne) śpiewy, a także ciężki growl, aż po black'owe skrzeki! Muzyka to wypadkowa heavy/death i back metalu zamykająca się w dziewięciu kawałkach o łącznym czasie trzech kwadransów(!) Jest totalnie zajebista, skomplikowana, pomysłowa, przemyślana, melodyjna, świeża, szybka i do tego zmiksowana z wyobraźnią i pełnym profesjonalizmem! To kawał dobrego materiału na dużą płytę. Co by nie mówić, po prostu wymiata!

Pozostało tylko pytanie. Gdzie są wydawcy?! A póki co piszcie do Ernesta. Płyta (na wydanie i na was) czeka!! Warto. Rewelka.

kontakt z zespołem:

Ernest Garstka
ul. Rzeszowska 106a
39 - 200 Dębica

Podkarpacie
valinor1@poczta.onet.pl

Zainteresowanych zapraszam do przeczytania wywiadu z Ernestem, który znajdziecie na stronach www.metal.pl

Nad Brzegami Czasu - Compilation vol.1
autor: kaReL

Kompilacja popularnego portalu Nad Brzegami Czasu (obecnie Nocturnal Battle of Chariots) wywarła na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie, a to głównie z tego powodu, że mogłem posłuchać 16 utworów nieźle zapowiadających się polskich kapel. Owa 'szesnastka' jest bardzo zróżnicowana stylistycznie: od folku, poprzez gotyk aż po brutalny death i majestatyczny black. Zespoły są raczej znane tylko tym, którzy interesują się polskim podziemiem - niektóre dopiero zaczynają wydając dema, a niektórzy wykonawcy mogą poszczycić się już pierwszymi sukcesami.

Pierwszy kawałek i jakże cudowne uczucie - to Valinor - "In the Mist... part1". Czegoś takiego dawno nie słyszałem - niezwykle ciężka do sklasyfikowania muza. Bo jak nazwać to, na co składają się wpływy takich kapel jak Borknagar (te czyste wokale), King Diamond (wysoki głos) czy Therion, który objawia się chóralnymi przyśpiewkami. Bardzo ambitna muzyka, która najbardziej odnalazłaby się chyba w stylistyce symfonicznego blacku - ale to i tak wielkie uproszczenie... Wypada dodać, że Valinor posiada najlepsze, przestrzenne brzmienie z wszystkich obecnych tutaj zespołów.

This Tangled Web (Australia) - "Recycle" - niby to black, niby death metal. Całkiem przyzwoicie - dużo zmian tempa: od niemal akustycznych momentów do prawdziwej sieczki. Muzyce towarzyszy solidny, nieco tajemniczy wokal, który również zasługuje na pochwałę.

Trzeci utwór na składance "Materia of Depression" autorstwa Strommoussheld to kolejny przykład na to jak głęboka może być muzyka. Numer bardzo rozbudowany - klawisze, dziwne odgłosy, wszędzie panuje mrok. Jest także nieco industrialnie, a wszystko to zawarte w dziesięciu minutach, dodajmy minutach magicznych.

Nagła zmiana stylu to zasługa Diseased i ich utworu "The Game", który mnie osobiście kojarzy się z Death - ani starym, ani nowym, po prostu gdzieś po środku. Wiele połamanych riffów, karkołomna solówka, dynamiczna perkusja - jest ostro, ale nie brakuje również progresywnych elementów.

"In The Night" Devilish Dance - nie zabrakło także miejsca dla... no właśnie kolejny twardy orzech do zgryzienia - z początku trash metal, później nieco spokojnie, i znowu nagły wybuch energii. Wokalista wyraźnie pod wpływem Toma ze Slayer, choć w niektórych spokojnych fragmentach zupełnie go nie przypomina. Powiedziałbym, że to taki trash z elementami melancholii - nic innego nie przychodzi mi do głowy.

Nie mogło zabraknąć także dobrego hard rocka w stylu Black Sabbath, a mowa tu o Spiritus Mortis - "Sleeping Beneath the Lawn". W pamięć wrzynają się dosyć proste, toporne, a jednak ciekawe riffy. Wokalista z typową chrypką wokalisty rockowego stanowi chyba najsłabszy punkt kompozycji, no i muzyka jakaś taka jednolita - myślę, że króciutka solówka z pewnością urozmaiciłaby ten kawałek.

Bardzo nastrojowymi i mrocznymi dźwiękami syntezatora wita nas pozycja numer siedem, czyli Sith Of Throne w utworze "The Garden". Przez długi czas słychać wyłącznie klawisze, lecz w dalszej części pojawiają się już brakujące instrumenty, którym towarzyszy przyjemny głos wokalistki. Klimatem kojarzy mi się z Darzamat, z tym tylko wyjątkiem, że nie ma tutaj męskich wokaliz.

No i kolejna porcja ostrych dźwięków dociera do moich uszu - tym razem to Callahan - "Modern Thoughts". Zespół reprezentuje melodyjny black metal, grają ambitnie, a smaczku dodaje miła dla ucha solówka. "Tylko" poprawny utwór, ale to dlatego, że gdzieś już to słyszałem...

Eternal Tear ze swoim "Nad Grobem" to spora dawka specyficznego black metalu, której nie obce są zapożyczenia z takich stylów jak gotyk czy folk. Generalnie kompozycja jest ciekawa, denerwuje trochę niewyraźny wokal, a szkoda, bo w końcu pojawiło się coś w naszym ojczystym języku.

Niepomylę się za bardzo, jeżeli stwierdzę, że utwór "Beyond" Disloyal to najcięższa i najbrutalniejsza porcja muzyki na tym wydawnictwie. Techniczny death/black metal w wykonaniu tej kapeli jest po prostu zabójczy. W końcu to najbardziej popularna odmiana metalu grana w Polsce, więc nie ma się czemu dziwić. Trzy minuty wystarczą abym mógł wiązać nadzieję z tym bandem. Bardzo dobre brzmienie, choć do tego z najnowszych płyt Behemoth dużo jeszcze brakuje.

Krakowski Tromsnar to kapela dobrze znana w polskim podziemiu. Na kompilacji pojawił się utwór pt. "Scars Of Metamorphosis". Muzyka jest bardzo techniczna, niekiedy ociera się o death, a niekiedy znowu o black metal. Jednak zdecydowanie ciężko wychwycić tę różnicę, zwłaszcza, że granie wychodzi tej kapeli wspaniale. Nagranie prezentuje wysoki poziom jeno brzmienie mogłoby być nieco klarowniejsze.

Futurystyczny początek "Calling Your Imagination" - Motorbreath nie zwiastuje tego, co możemy dalej usłyszeć. Drażni przede wszystkim syntetyczne brzmienie, a muzyka nie jest za bardzo urozmaicona. Wokal na średnim poziomie, który zyskuje na ocenie podczas refrenu zaśpiewanego z odrobiną melodii. Wspomnieć muszę także o solówce (a raczej solówkach), którymi zostałem mile zaskoczony w końcówce utworu - brawa za technikę!

To, co wyróżnia utwór Elenium - "Ephemeral Delirium" to cudowne pasaże klawiszy, które jednym razem tworzą nastrojowy podkład, a kiedy indziej wysuwają się na pierwszy plan. Poza tym mamy do czynienia z kolejnym zespołem parającym się symfonicznym black metalem, któremu wychodzi to jednak nadzwyczaj dobrze.

Kolejny raz następuje zmiana stylu, bowiem do naszych uszu docierają nieco stonowane, wręcz rockowe dźwięki. A stało się to udziałem Corruption i ich "Wasted". Nie do końca jest to typowy rock, bo panowie potrafią przyłoić mocniejszymi riffami, ale dobrze wiedzieć, że są jeszcze zespoły uprawiające ten gatunek i tworzący muzykę w bardzo dojrzały sposób. Wszyscy miłośnicy "lżejszego" grania niech zawołają hucznie: Rock is not dead!

Mówiłem, że Disloyal jest najcięższy? Skoro tak, to dodajcie do tego ciężaru szybkość a otrzymacie coś na wzór Tenebrosus - "Wybrany przez Bogów". Tytuł polski, jednak nie jestem pewien, co do liryków (gardłowy zapieprza tak, że nic nie można zrozumieć). Wokale przypominają to, co na pierwszych płytach Kredek wyczyniał Dani. Oczywiście nie są aż tak zróżnicowane, lecz poniekąd kojarzą się z jego manierą.

Płytę zamyka "Forgiveness for Myself" bielskiego NeWBReeD. I nie za bardzo wiem jak go ocenić. Muzyka tak jak i w kilku wcześniejszych przypadkach wymyka się wszelkiemu szufladkowaniu, bo jest tu i trochę bluesa!, trashu i death metalu. Całość została opatrzona fatalnym brzmieniem, co stanowi dosyć poważny mankament. Muzyka jest naprawdę interesująca, budząca wiele uczuć, lecz cóż z tego skoro trzeba się dobrze wsłuchać, żeby wyłowić te wszystkie dźwięki, że o wokalu nie wspomnę.

Polecam tą płytę wszystkim tym, którzy chcą wspierać ojczystą scenę metalową. Dla pozostałych niech wystarczającą zachętą będzie fakt, że w Polsce wbrew informacji o stagnacji panującej na rynku muzycznym, podziemie obfituje w coraz to nowsze, oryginalne kapele, które w wielu przypadkach nie ustępują pomysłami i umiejętnościami znanym już gwiazdom światowego formatu.