MIASTO MA GŁOS
Na codzień rzadko słucham metalu i przyznam szczerze że wolę tego typu muzykę na żywo niż na jakichkolwiek nośnikach. Z racji tego też nie będę żonglował porównaniami Valinoru np. do szwedzkich kapel ponieważ najzwyczajniej w świecie ich nie znam. A być może warto uzupełnić wiedzę? W każdym razie jakiś czas już temu dostałem od Ernesta promo Valinoru "Hidden Beauty" z sugestią abym napisał co o nim sądzę. Tak też więc czynię. Zanim włożyłem płytę do napędu, nie mogłem nie zwrócić uwagi na kopertę zaprojektowaną przez Marcina Małka. A przyznać muszę że klimat zapowiada niezły. Przejdźmy jednak do samego materiału. Pierwszy utwór - instrumentalny "Prologue" zaskakuje orientalnym brzmieniem dalekiego wschodu. Tego się akurat po Valinorze nie spodziewałem! Nie byliby jednak sobą gdyby pod koniec kawałka nie pojechali w dobrze już znanym stylu :) Następny jest tytułowy "Hidden Beauty", utwór który wita nas na stronie zespołu. Co ciekawe tutaj również na początku usłyszeć można dość orientalne (przynajmniej jak dla mnie) brzmienie gitary. Wokal Tomka nie brzmi tu jak na koncertach. Mam wrażenie że brzmi dużo niżej i podbity jest dźwiękami nadającymi całemu utworowi "kaszmirowego" klimatu. "The Voice Of Space" to kolejny utwór, gdzie założyłbym się że wokal brzmi dużo niżej niż live. Widziałem dwa koncerty zespołu już z Tomkiem na wokalu i rzeczą która przykuła moją największą uwagę by właśnie wysoki, brzmiący aż przerażająco (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) głos Tomka. Tutaj brzmi on bardziej death metalowo. Być może takie brzmienie było zamierzone. Z tym jednak niech mierzą się znawcy gatunku. Trudno tu jednak nie zauważyć, w pozornie klasycznej matalowej nawałnicy, gitarowych smaczków, czy też dźwięku noża w połowie utworu. Przyznam szczerze, że takie patenty zaczynają przekonywać mnie do studyjnych nagrań grup metalowych. W każdym razie w tym utworze słychać że składają się na niego nie przypadkowe dźwięki ale naprawdę przemyślana kompozycja. Czwarty kawałek "The Funeral" zaczyna się właśnie tak jak kojarzę Valinor! Smaczków o których pisałem wcześniej na koncercie niestety nie słychać, więc ja tak rozpoznaję perkusję i gitary prące do przodu. Najbardziej od początku klasyczny utwór, zachaczający jak dla mnie o blackowe klimaty. Prostrzy od poprzednich, co nie znaczy że gorszy. Na pewno inny. 5. "A Hand Of A Dead". Ciekawy początek i death'owa jazda. Tomek wokalnie przechodzi samego siebie, choć jak w całym materiale brzmi niżej niż normalnie. Przyznam jednak że zaczyna mi to odpowiadać. Po jakimś czasie dochodzę do wniosku że gitary brzmią tu bardzo heavy metalowo! Kolejne więc zaskoczenie. Ciekawi mnie też kto udziela się w zespole na klawiszach?. Utwór szósty "Hidden Beauty - The Beginning" (instrumental) - cholera :) pięknie zagrany, dla mnie kojarzący się z irlandzkim (?) folkiem utwór. I znowu klawisze. Świetnie. Sprawdźcie sami. Valinor po raz siódmy i utwór "Requiem". Początek utworu i wokalny death aż palce lizać, choć gitary znów dość heavy metalowe. Nie brakuje też klawiszy. "The Bloodless Face" - kawałek kontynuujący drogę "Requiem" choć pewnie z bardziej zaznaczonymi klawiszami. Prócz partii wokalnych brzmi dużo wyżej niż początek płyty. "Epilogue" to ostatni kawałek materiału promocyjnego. Ścieżka dźwiękowa do narkotycznego horroru, wyprodukowanego przez nadużywającego dragów reżysera :) Reasumując. Czego się spodziewałem - niskich dźwięków, wysokiego wokalu. Co usłyszałem - prócz często klasycznych metalowych wyścigów, również ciekawe muzyczne rozwiązania, deathowy wokal i niuanse których się nie spodziewałem. Co podobało mi się najbardziej? - chyba różnorodność, być może nie od końca zauważalna przy pobieżnym przesłuchaniu materiału, ale przy bliższym poznaniu, czasem wręcz zaskakująca.. Komu polecam? - najbardziej tym którzy Valinor znają jedynie pobieżnie, jako wyścig gitar i perkusji. Gwarantuję, że mogą się zaskoczyć :)
Autor: Sojer