INHERITANCE OF DEATH

Valinor był mi dotąd znany jedynie z nazwy, a że grali ponoć melodyjny black-death to mnie jakoś do nich nie ciągnęło. Teraz mamy rok 2006, w składzie zespołu doszło do wielu zmian, a w mych łapskach wylądowała świeża płyta "Hidden Beauty". Obawy i tak miałem, bo mi okładka jakimś gotykiem podlatuje, zaś zawartość... niespodzianka! - taki fajny (i to nie jest określenie pejoratywne) melodyjny heavy-thrash z klawiszami i dość rozdartym wokalem. No i cholera słucha się tego... fajnie. Muza jest chwytliwa (szczególnie numer tytułowy i 'The Bloodless Face' - czyżbym gdzie niegdzie słyszał echa Megadeth?), dynamiczna i bardzo łatwa do przyswojenia, a przez to typowo koncertowa. Od czasu do czasu trafi się jakiś mocniejszy fragment (ot np. motoryczna jazda w 'The Voice Of Space'), lecz nie zaburza to w żaden sposób odbioru całości - album wchłania się lajotwo, jak rockowe granie w zadymionej knajpie. Jest w tym pewnie także zasługa długości materiału - tylko 34 (w tym intro i outro); chciałoby się nieco więcej. Skoro wymieniłem niektóre plusy, to warto wspomnieć i o tym, co mi nie do końca podchodzi. Mam tu przede wszystkim na myśli klawisze. Jak na moje ucho żadnych cudów nie wnoszą i spokojnie można z nich zrezygnować, a niektóre patenty po prostu przenieść z nich na gitary. Pewne ale mam do głosu wokalisty - wydziera się bardziej na blackową modłę. Niby to nie przeszkadza, ale chyba warto pomyśleć o większej spójności wokalu z muzyką, tylko to już może oznaczać konieczność zastosowania śpiewu - a jest to krok dość ryzykowny. Zakończę raczej trywialnie: Valinor warto się zainteresować - tyczy się to tak słuchaczy, jak i wydawców.


autor: Demogorgon
ocena: 7 /10