GONDOLIN.PL

3 lata...(a w praktyce 4) Co może wydarzyć się w takim okresie ? Ano zdecydowanie wiele. Mieliśmy 5 premierów, nasza reprezentacja po raz kolejny dała dupy na Mundialu, przystąpiliśmy do UE, rozpoczęła się misja stabilizacyjna w Iraku, a widzom TVP dane było obejrzeć 891257 odcinek "Mody na sukces", a legendy zdołały nagrać pierwszoligowe gnioty... I jeszcze wiele innych "pierdół" których nie chce mi się wypisywać.
Rodzimy rynek też wypluwał wiele pozycji, bardziej lub mniej masowo, niekiedy przyprawiając słuchaczy (nawet fanów Rhapsody ;) - bez urazy ) o regularną srakę, częściej jednak na tace wrzucane nam było typowe średniactwo autorstwa naczelnych grajków krajowych. A jak to wszystko odnosi się do nowego tworu Błogosławionego Królestwa ? Ano ku zaskoczeniu jakoś tam się ma - bo Valinor ani beznadziejny nie jest, ani przeciętny, ani też masakrująco rewelacyjny. Trzyma się kupy tak jak poprzednik "Hidden Beauty". Jednak jest od niego niezwykle różny. Panowie z Dębicy zafundowali sobie niekrótki rejs gatunkowy, pozostawiając epickie utwory gdzieś pomiędzy falami Belegaer (ocean w Tolkienowskim Śródziemiu), zastępując je bardziej agresywnymi i melodyjnymi motywami. Także wokal uległ zmianie - co było w gruncie rzeczy wymuszone nowym charakterem muzyki Valinor. Przez te wszystkie zabiegi ta muzyka stała się bardziej przystępna (słowo, wielu się źle kojarzy ;) ); w ogólnym rozrachunku wychodzi to na plus (nie przystępność). Nie ma mowy o kroku w stronę taniości, gdyż muzyka cały czas trzyma wysoki pułap, który band złapał parę lat temu, a na "Hidden Beauty" w dodatku udowadniając, że sprowadzanie poszukiwań własnego stylu do nagrywania przeciętnych albumów, jest charakterystyczne dla kapel bez perspektyw - a takową Valinor nie jest.
Na samym krążku mamy do czynienia z 9 kompozycjami, dosyć podobnymi do siebie, które w żadnym stopniu nie nudzą i nie są przewidywalne, przez co udało się nagrać materiał, tworzący integralną całość, ale nie zżerający własnego ogona. Jednak żeby nie było zbyt kolorowo, muszę się do czegoś przyczepić. Brzmienie, jest trochę zbyt płytkie, przez co wszystko traci na mocy - jeśli to celowy zabieg - to niestety nieudany., jeśli brak zaplecza technicznego - to powiedzmy, że to jakoś zespół tłumaczy. Niektórym może przeszkadzać 40 minut muzyki, ale jak na mój gust, na ten materiał jest to optymalne.
To w sumie byłoby tyle. Ocena ? 7,5/10, czyli dobrze z perspektywami - jak najbardziej zasłużona (0,5 dlatego, że mnie z każdym kolejnym przesłuchaniem coraz bardziej wkręca). Oby tak dalej chłopaki !

Nota: 7,5/10