APOCALYPTIC RITES ZINE # 5

 

Valinor to twór dość stary (1993r.), jednak o zespole usłyszałem dopiero rok temu. Jak na 18 lat działalności to chłopaki zbyt dużej dysografii nie mają, ot dwa pełniaki, split i demo. No ale nie liczy się ilość, lecz jakość. Promówka, którą otrzymałem od zespołu prezentuje się całkiem przyzwoicie od strony graficznej. CDr w kartonowej kopercie z nadrukiem. Pierwsze co się rzuca w oczy to wykonana z dbałością o szczegóły "okładka". Perfekcyjnie wpisuje się w muzykę, którą prezentuje Valinor. Płytę otwiera prolog. Dość ciekawy, na myśl podczas słuchania tego utworu przyszedł mi motyw z Prince of Persia. W trakcie odsłuchiwania płytki jeszcze kilka razy można natrafić na ten "perski" motyw (jak dla mnie to plus). Chwilę później, drugi utwór "Hidden Beauty". Wszystko niby pięknie i ładnie, ale ... Gitary jakby trochę monotonne i pasowałyby raczej do czegoś power metalowego. Końcówka tego utworu została lekko zrąbana, riffy całkowicie zepsuły całą kompozycję. Na szczęście "The Voice of Space" ratuje sytuację cięższym brzmieniem i wyraźniejszymi klawiszami. Na kolejnych utowrach zespół delikatnie rozkręca się. Szósty utwór "Hidden Beauty - The Beginning" jest wykonany w wersji instrumentalnej. Spokojne gitary, szum wody oraz klawisze nadają temu utworowi pewien rodzaj magii. Kolejne dwa utwory wykonane w podobnym stylu co reszta płyty, a na koniec "Epilogue", które można się pokusić o nazwanie go kompozycją dark ambientową. Cały album zgrabnie i dobrze zagrany, jednak nad pewnymi detalami można popracować.

7,5/10 (ta połówka na zachętę, bo czekam na kontynuację.

Autor: Arkadash