APOCALYPTIC RITES ZINE # 4

 

Na recenzję tego materiału umawiałem się z zespołem wieki temu i … w końcu się udało. Od razu zaznaczę, że nie z mojej winy. W krótkim liście dołączonym do płyty wyczytałem, że zespół określa swoją muzykę mianem Death/Black Metal. Załączyłem więc rzeczoną płytę i … ni chuja zgodzić się z zespołem nie mogę. O ile materiał w klimacie (tworzonym głównie przez wokal) rzeczywiście zaliczyć można do grona zespołów z kręgu czarnej sztuki to muzycznie już nie bardzo. Zaczyna się nieźle bo tytułowy „Hidden Beauty” ciągnie w stronę greckiej sceny. Niestety później jest już … inaczej i bliżej im do Sonata Arctica czy Avantasia. Dla mnie Valinor na tym krążku jest mocno przesiąknięty Heavy i Sympho Power Metalem. Muza jest szybka i agresywna, ale gitary tną melodie osadzone jakby na muzyce klasycznej. Na myśl od razu przyszła mi płyta „Classica” jaką nagrał Kupczyk wespół z Esqurial … chyba. Albo nawet twórczość dziewczyn z Children of Bodom tylko nie tak cukierkowo jak w przypadku Szwedów. Niby dobrze bo i szybko i w miarę agresywnie, ale zbyt duża ilość klawiszy (Wolfgang Amadeusz byłby z nich dumny) bardzo zmiękcza tę agresję i to może być przyczyna, dla której Valinor nie może się przebić do szerszej świadomości słuchaczy. Takie odnoszę wrażenie skoro w dalszym ciągu rozsyłają do recenzji materiał sprzed kilku dobrych lat. Skłamałbym pisząc, że to gówniany materiał bo tak nie jest.     Obawiam się tylko, że będzie zbyt melodyjny dla rasowych Metali, a zbyt agresywny dla pozostałych.

 

Autor: Robin