SYRINGE ZINE # 5
VALINOR to już całkiem znana nazwa na naszej scenie. Działają już chłopaki prężnie parę lat łojąc swoja całkiem ambitną jak na nasze piekiełko muzykę, ale jakoś nie mają za bardzo szczęścia do wydawców. Może w końcu im się uda dzięki nowemu materiałowi "Hidden Beauty", który mimo, że jest kontynuacją "It is Night" (poprzednie demo zespoły), to zdecydowanie lepiej się prezentuje. Zespół trochę zmienił swoje oblicze. Widoczną zmianą jest lepsze brzmienie. Bardziej selektywne, mocniejsze, ale nie spodziewajcie się tutaj jakiejś ekstremy czy death/grindowej rzeźni hehehe. VALINOR konsekwentnie gra sobie na pohybel wszystkim ortodoksom melodyjny, pełen klawiszowych pasaży black/heavy metal przypominający mi troszkę FAUST i NAUMACHIĘ (właściwie to to samo hehe), CHAINSAW, ale i CHILDREN OF BODOM (bardzo widoczna inspiracja), czasami w cięższych momentach DEATH (raczej rzadko...niestetyJ). Co ciekawe nie mamy tu już "epickich", "rycerskich" wokali, jak to się zdarzało w przeszłości, ale sam mocny, donośny skrzek, który zdecydowanie jest jednym z elementów stanowiących podstawę dynamiki muzyki Dębiczan. Jedyne do czego się przyczepię to to, że kompozycje są jak dla mnie jeszcze trochę za słodkie, choć nie powiem, że zauważyłem że pomiędzy wstawkami melodyjnymi, cieższe, bardziej walcowate i typowo "metalowe" riffy. Jednak jeszcze tego jest za mało, więc proponuję Ernestowi i spółce podążyć w tym kierunku, czyli zrezygnować z części solowych czy ultra-melodyjnych partii na rzecz czadu. Sporo wpływów jest tu też power metalu, co słychać w niektórych szybszych fragmentach płyty. Nie mogę nie wspomnieć oczywiście o bardzo dobrych popisach instrumentalnych, na których właściwie jest oparty cały materiał. Jeszcze jakby to przemiksować z mocniejszymi akcentami i niżej strojonymi gitarami to by chyba brzmiało bardzo ciekawie,ale...może się nie znam J. Są również urywki z muzyką akustyczną, balladowe, dobrze podtrzymujące klimacik. Mimo, że to nie moja działka, to podoba mi się to, co proponują chłopaki. Bardzo dobra odskocznia i antidotum na te wszystkie old-schoole. Nie porywa, ale jest miłe i przyjemne.
Autor: Marcin Kwieciński