PURE METAL Nr 4(9) Grudzień 2006

Od jakiegoś czasu kibicuję drużynie z Dębicy, drużynie, której nazwa brzmi Valinor. Na polu sportowym kibicem nie jestem, nawet nie wiem, jakie są w Polsce zespoły piłkarskiej ekstraklasy. Natomiast jeśli chodzi o muzy­kę, grupy, które lubię, zawsze podlegają mojej uwadze. Wiadomo więc, że gdy toczy się gra, muszą być wygrani i przegrani, sukcesy i porażki. Najnowszy materiał Valinor prawie wcale nie pokrywa się z tym, co sobie wyobra­żałem. Zespół dokonał paru roszad w składzie, między innymi wymienił śpiewaka -Jakuba Głąba zastąpił Tomasz Domka, którego wokal, jest lekko mówiąc średni. Ot taki sobie zwykły growling, w dodatku dość mocno ukryty pod instrumentami, więc zbyt wyraźnie słyszalny nie jest. Również sama muzyka poszła w zupełnie innym kie-runku, na debiutanckim albumie "It Is Night" usłyszeć można było zarówno patenty heavy metalowe, black metalową dramaturgię oraz cale mnóstwo klimatycznego grania, takiego z jajem, z pazurem. Po tym muzycznym tyglu nie zostało już nic, Valinor obecnie spełnia się w graniu melodyjnego death metalu, i może robi to nieco lepiej, niż watahy naśladowców In Flames, ale nie zmienia to sytuacji, że kapela porwała się na gatunek całkowicie martwy i wyeksploatowany. W muzyce dębiczan słychać wiele elementów heavy metalu i to pewnie one stanowią o tym, że ciężko porównać te dźwięki do współczesnych wcieleń In Flames, Soilwork czy ich klonów. Jeśli miałbym wskazać ewentualne wpływy, to raczej mam na myśli wczesne Dark Tranquillity z tym ich charakterystycznym riffowaniem i solówkami. Szkoda, że nie poszło to w kierunku większego jesz­cze mieszania, że zamiast czegoś nowego, chociażby stworzonego na przecięciu mało oryginalnych stylów, powstała płyta, która niewiele zmieni i niewiele wniesie do historii polskiej muzyki metalowej. Ta droga, która rozpoczęła się na "It Is Night" miała szansę powodzenia, wszak tamten album był jednym z najlepszych polskich klimatycznych krążków, l gdyby tendencja ta się utrzyma­ła, moglibyśmy do czynienia z jedną z najlepszych polskich grup. A tak, niestety, mamy do czynienia z rozczarowa­niem. Miałem cichą nadzieję, że po drugiej płycie Valinor będę mógł postawić obok Sirrah czy Tenebris - polskich klimatycznych potęg metalowych, zespołów, które graty bez kompleksów na światowym poziomie. A tak, cóż... Niczym rybak, który mając smaka na szczupaka wyciągnął małą płotkę, łzy ronię i ocieram ukradkiem aby koledzy nie widzieli. Wielkie mi pustki panowie uczynili, bo kieru­nek, który obrali, nie odpowiada mi ani ani...

Nota: 50 / 100
Autor: Moonfire