Pestilent Death zine
VALINOR z tego co się zdążyłem zorientować istnieje na naszej scenie już ładnych parenaście latek a do tej pory prawie nic o nim nie słyszałem. Jak to możliwe pytam się? Może chłopaki nie chcieli się ujawniać chcą coś przed wszystkimi ukryć, a może promocja kapeli trochę kulała. Nie wiem, ważne, że w końcu coś się ruszyło i nazwa VALINOR zaczęła pojawiać się tu i ówdzie. Podobno zespół ma na swoim koncie jakieś wydawnictwa, ale niestety nie dane mi było ich wysłuchać, więc niestety nie będę miał porównania do nowego materiału, jaki otrzymałem od Ernesta - gitarzysty i gardłowego Dębiczan. W biografii podesłanej mi wraz z płytką wyczytałem, że chłopaki obracają się w rejonach melodyjnego death/black metalu, z czym nie do końca mogę się zgodzić. Owszem melodii jest tu sporo, nawet bardziej niż sporo, natomiast black metalu raczej nie za wiele. Zdecydowanie więcej słychać elementów heavy, a nawet power czy thrash'u. Muza może do najbrutalniejszych nie należy, ale w kategorii melodyjny metal wypada całkiem przyzwoicie. Mnie osobiście materiał ten nawet się podoba, choć patrząc na staż zespołu to powinien zabijać. Na tą chwilę nie zabija, a powoduje zadrapania, z których delikatnie wypływają strugi czerwonej cieczy. Są momenty, że dźwięki sączące się z "Hidden Beauty" potrafią być drapieżne, ale są też takie, które odrobinkę za bardzo słodzą, choć jest ich naprawdę niewiele. Całkiem niezgorzej materiał wypadł w kwestii brzmienia, które mogłoby być nieco mocniejsze, agresywniejsze, ale ogólnie broni się nieźle. Jednym z mocniejszych punktów tego materiału jest dość mocny wokal, który jednocześnie jest chyba jedynym black metalowym elementem, jaki znalazł się na "Hidden.". Podsumowując, jest dobrze, ale chciałbym w przyszłości poczuć nieco więcej mocy i agresji w utworach VALINOR, a wtedy będę w 100% zadowolony.
Wasiu