AVEMETAL.COM WEBZINE
Otrzymując promocyjną wersję "Hidden Beauty", materiału przeznaczonego na pełny album, którym zespół Valinor próbuje skusić wydawców, myślałem, że będzie to z goła inna muzyka. Valinor bowiem nie jest młodym zespołem - początek działalności grupy datowany jest na rok 1993! Zazwyczaj tak sędziwe zespoły w ostatnich czasach, dzięki nowym możliwościom produkcji nagrań, kierują się ku popularnym obecnie ciężkim, nasyconym i nudnym jednocześnie brzmieniom, w których zatraca się zarówno melodyka jak i nastrój muzyki metalowej. Jakim więc było dla mnie miłym zaskoczeniem, odkrycie istotnego piękna, które w tej muzyce się znajduje! Płyta "Hidden Beauty" to wydarcie pewnych elementów zakorzenionych w muzyce metalowej i próba ich włączenia do tego, co ma miejsce obecnie. Na pierwszy rzut ucha można określić Valinor, jako projekt oscylujący w klimatach muzyki melodyjnego Death Heavy Metalu w szwedzkim stylu, którego popularnymi odpowiednikami są Dark Tranquillity czy też np. dawne albumy In Flames. Valinor nie posiada przytłaczającego brzmienia, jest ono raczej przejrzyste, gdzie melodie gitarowe wychodzą na pierwszy plan. A są to melodie dynamiczne, zdolne porwać słuchacza z pewnością podczas koncertu, a dodatkowo, słuchając muzyki w domu, nie jesteśmy zanudzani jednostajnością. Tutaj właśnie nasuwają mi się skojarzenia z Heavy Metalem, gdy zwracam uwagę na niemalże klasycznie wkomponowane w utwory solowe partie gitar, które jakby już gdzieś słyszeliśmy, ale ciągle brzmią one interesująco, jak choćby w utworze "A hand of a dead". Swoją rolę odgrywają także podbudowujące nastrój syntezatory, których brzmienia są jednocześnie na płycie bardzo różne i bardzo tradycyjne, ale pełne brzmieniowo i dodające nastroju muzyce. Możliwe, że czynią ją przez to łagodniejszą, choć dla tej łagodności alternatywą jest mocny, krzykliwy ale również czytelny wokal Tomasza Domki. Choć mówiąc szczerze, ścieżki wokalne nagrywane studyjnie można było jakoś wzbogacić, bo praktycznie w większości materiału, najbardziej jednostajną rzeczą jest właśnie wokal. Patrząc na "Hidden Beauty" dostrzec można próbę stworzenia kompozycji klamrowej albumu w postaci instrumentalnych prologu i epilogu. Gdybym jeszcze miał doszukać się pewnej budowy dramatycznej albumu, nie można pominąć pięknego instrumentalnego "Hidden Beauty - The Begining", który w całości stanowi coś jakby stasimonę w greckiej tragedii. Cała metalowa płyta przesiąknięta jest ciągłą akcją, z kolei ten instrumentalny utwór wydaje się być jej ważnym elementem. Często takie utwory wrzuca się gdzieś na koniec, jako "zapychacz" płyty, który został skomponowany przypadkiem i nigdzie nie pasuje. Tutaj raczej wydaje się być zupełnie inaczej, tym bardziej, że literackość w muzyce Valinor jest bardzo wyraźna. Ta kompozycja bowiem pojawia się na płycie zmiksowana za pomocą funkcji "crossfade" z poprzednim utworem, co jednoznacznie stanowi pewną nierozerwalność kompozycyjną z całością albumu.
Skoro wspomniane zostało literackie tło muzyki Valinor, to z pozytywnym zaskoczeniem przyjąłem fakt, że teksty niemal wszystkich utworów są wierszami mniej popularnych, ale bardzo ważnych dla literatury poetów. Jedynie tytułowy tekst został napisany przez Ernesta (lidera Valinor) i w istocie nie można powiedzieć, żeby odbiegał od poziomu kolejnych, wśród których autorami są: Stefan Napierski, Julian Tuwim, Johannes R. Becher, Friedrich Hebbel oraz Stanisław Ignacy Witkiewicz. Należy jeszcze powiedzieć, że klamra kompozycyjna płyty ma jeszcze jedno oblicze, bowiem wszystkie wiersze pochodzą z wydanej przez Iskry w 1986 roku antologii poezji "Strofy z dreszczykiem" pod redakcją Roberta Stillera (znanego szerzej choćby z publikacji dotyczących magii w miesięczniku "Wiedza Tajemna"). Szkoda tylko, że wszystkie wiersze ujednolicono do języka angielskiego. Można było pomyśleć nad polskimi przekładami niektórych, lub pozostawieniu wersji oryginalnych... Choć mając na uwadze muzykę Valinor, język angielski stanowi pewien wzorzec dla wokalnego skandowania. Wracając jednak do tematu - tak pokaźna ilość utworów poetyckich na albumie metalowym jest bardzo interesującym zjawiskiem, które pokazuje, jak daleko sięgają inspiracje twórców. Valinor nie jest oczywiście pierwszym takim zespołem, pamiętajmy choćby Christ Agony na ich najlepszym albumie "Darkside", że przytoczę pierwsze z brzegu. Ważny jest też dobór tekstów, które nie są kolejną eksploatacją popularnych twórców modernistycznych i romantycznych, ale sięgnięciem po wiersze równie piękne jak i rzadkie poetów obecnie zapomnianych, lub pamiętanych jak choćby Napierski z aforyzmów.
Podsumowując album Valinor... Bardzo melodyjna Death Heavy Metalowa muzyka z klimatem klawiszowym w tle, utrzymana w średnich tempach, ale bardzo dynamiczna, nagrana przejrzyście, choć przez przejrzystość przebijają wtedy niektóre potknięcia (np. pogubienie się całej "orkiestry" w jednym takcie "Hidden Beauty"). Takich zespołów na pewno nie jest wiele w Polsce, choć pewne rejony tego gatunku metalowego zostały już mocno wyeksploatowane. Mimo to melodyka i klimat utworów mają silny charakter, przez co dramaturgia utworów poetyckich nabiera nowego znaczenia i jest świetną alternatywą dla traktowania poezji jako delikatnego środka wyrazu. Poezję można rozumieć przecież o wiele mocniej - tym bardziej jeśli wchodzą w grę utwory nawiązujące do ekspresjonizmu literackiego (choć nie mam tu na myśli wszystkich wierszy wykorzystanych na płycie).
Krzysztof "Korszarz" Biliński
Osobista ocena: 8/10