27 grudnia 2005 roku godz. 19.00 Klub Haos
No i zaczęło się...
Godzina 1900, klub HAOS, zaczęli schodzić się fani najbardziej miażdżących brzmień. Zagrały cztery zespoły z planowanych pięciu:
--- Patologicum,
--- Valinor,
--- Neolith
--- Preludium.
Nad wszystkim panował Metalowy Paweł, czyli nasz szef sanockiego sztabu WOŚP - Paweł Habko. Łojenie rozpoczęło się z lekką obsuwą z przyczyn niezależnych od oganizatorów. Bez zbędnych wstępów około godziny 2000 ryknęła kapela grająca muzykę z pogranicza Death/Grind - Patologicum. Różne rodzaje hałasu, raz szybciej raz wolniej. Dla fanów muzyki miażdżącej zarówno ciężarem jak i szybkością coś w sam raz. Co chwilę wokalista zapraszał nas, a to do walczyka, a to do balladki ( :) ) - rzeczywistość była trochę inna he, he, he. Niestety już od samego początku publika podzielona była raczej na dwa fronty. Ci, którzy się bawili i Ci, którzy bawiącym przyglądali się. Zespół wystąpił w składzie 2x gitara i perkusja, basu nie było.
Kolejnym niszczycielem była kapela Valinor z Dębicy. Grają muzykę, którą sami określają jako "Death - Black Metal z dużą dawką melodii". Przy ich muzyce zaczęło bawić się coraz więcej maniaków trzepania łbami, wyróżniali się naprawdę DUŻĄ dozą melodyjności, która niektórym kojarzyła się nawet z ...Iron Maiden. Porówananie conajmniej śmieszne, jednak muzyka miażdżąca. Valinor był jednym z dwóch zespołów, które wystąpiły w pełnym składzie. Doskonale rozgrzali oni publikę przed kolejnym demonicznym składem, który wszyscy wtajemniczeni powinni doskonale znać, był to... Neolith.
Bez zbędnych wstępów i powitań rozpoczął on rzeź na miarę Cannibali ( :> ). Kapela znana już nawet z występu na Metalmanii zaprezentowała materiał zarówno sprzed paru ładnych lat jak i całkiem nowy, jeszcze nie wydany. Porażali przede wszystkim ciężkością, techniką, profesjonalizmem i łomoczącą stopą przypominającą co najmniej młot pneumatyczny. Mimo braku basisty, który niestety miał wypadek samochodowy, zespół poradził sobie świetnie i szczerze mówiąc nie odczuwało się tego tak dotkliwie. Chociaż z pewnością ucierpiała na tym prezencja sceniczna zespołu jak i głębia dźwięku. Żeby nie przesadzać ze złymi stronami, przy Neolith zostaliśmy zmiażdżeni, podeptani i wyżęci ( : ) )... uff, było ciężko.
A około godziny 2300 na scenę wyszli panowie z Preludium. Mrocznym rozpoczęciem prosto zza cmentarnej bramy pokazali się ze strony, która na pewno nie była jasna. Później był już tylko masakrujący bębenki hałas. Tutaj wcześniej już wspomniana perkusyjna stopa urosła do rangi karabinu maszynowego ( :) ). Byliśmy co najmniej poruszeni. A wcześniejsza euforia zmieniła się w pewnego rodzaju ekstazę kiedy przy jednym z kawałków obok basisty stanął człowiek z Didgereedoo i uzupełnił brzmienie Bc Richów, Ibanezów i innych o dodatkową dozę głębi, basu i co najważniejsze korzennych, etnicznych brzmień, które w klimacie jaki panował w klubie "HAOS" siały spustoszenie wśród tłumu miotającego się pod sceną.
Metalowa Orkiestra Świątecznej Przemocy zakończyła się sukcesem, główne zadanie zostało spełnione. Sprzedaliśmy 154 bilety, a po odliczeniu niezbędnych kosztów związanych z transportem sprzętu i wynajęciem nagłośnienia, zebraliśmy 800 zł., które zasilą orkiestrowe konto.
Przypominamy, że w tym roku zbieramy na pomoc dzieciom poszkodowanym w wypadkach oraz naukę udzielania I pomocy.
Relacja:
Kamila Szczepan i Michał (KACZOR) Korejba